Witaminy


Niedobory witamin mogą bardzo mocno zwiększyć ryzyko nowotworów - nie jest do końca jasne, czy ich uzupełnienie pomoże przy już rozwiniętym guzie, ale jako że zarówno narastanie, jak i zwalczanie raka jest ciągłym procesem w organizmie, można podejrzewać, że przynajmniej znacznie spowolni dalszy wzrost.

Najważniejsza jest witamina D3 - która zresztą jest jednym z filarów terapii dr Budwig. Kilkukrotnie wykazano w próbach klinicznych, że nawet niewielkie jej dawki potrafią zredukować ryzyko wystąpienia raka około dwukrotnie. Nasze ciało produkuje ją pod wpływem promieni słonecznych, z czego wynika, że im więcej się opalamy, tym mniejsza szansa na raka. Badania to potwierdzają - kraje z większym nasłonecznieniem mają o wiele niższe ryzyko zachorowań na nowotwory. Czy jednak słyszymy to od lekarzy i naukowców? A skąd! Wprost przeciwnie, wmawia się nam, że od słońca można dostać raka skóry! Jak się okazuje, nawet to nie jest prawdą - jedynie bardzo silne oparzenia słoneczne zwiększają ryzyko rozwoju tego nowotworu. W praktyce częstotliwość zachorowania na raka jest zbliżona w krajach gdzie słońce praży przez prawie cały rok i w tych, gdzie w ogóle go nie widać. Różni się za to śmiertelność - osoby unikające słońca mają dużo większą szansę, że ten rak je zabije. Brak witaminy D3 sprawia, że nowotwór rozwija się o wiele szybciej.

Badanie, w którym 1100 IU witaminy D3 zmniejszyło ryzyko raka dwukrotnie w stosunku do placebo, zaś przy uwzględnieniu wyłącznie tych nowotworów, które pojawiły się po roku od rozpoczęcia suplementacji - niemal pięciokrotnie!

http://ajcn.nutrition.org/content/85/6/1586.full

Nie jest prawdą to, co wypisują różnego rodzaju szamani, że witaminy D3 nie da się przedawkować. A raczej jest to półprawda. Owszem, nie ma przypadków ostrych zatruć, ale zbyt wysoki poziom we krwi jest równie zabójczy, jak zbyt niski. Co gorsza, ten "zbyt wysoki" poziom zaczyna się już tam, gdzie niektórzy sugerują niedobór - idealną wartością zdaje się być 32 ng/ml, odchyły zarówno w jedną, jak i w drugą stronę w badaniach znacznie zwiększało ryzyko śmierci. Tak, nie pomyliłem się - 32 ng/ml dla metabolitu D(25)OH. Zwracam uwagę na użyte w badaniu jednostki - górny zmierzony poziom to 150 nmol/l, co odpowiada 60 ng/ml. Osoby z takim wynikiem miały prawie o 40% wyższe ryzyko zgonu, niż te z optymalnym 32.

https://academic.oup.com/jcem/article-lookup/doi/10.1210/jc.2014-4551

Ideałem oczywiście jest opalanie się, w miarę możliwości bez filtrów - nawet najsłabszy filtr sprawia, że produkcja w skórze spada o ponad 90%. Niestety, w naszym kraju odpowiednio mocne słońce jest tylko przez kilka miesięcy w roku i tylko w południe. Od jesieni do wiosny jesteśmy skazani na suplementy. Odpowiednie dawki to 3000 IU dziennie zimą, 1000 IU latem (lub nic, jeśli się opalamy) - wielokrotnie więcej, niż zalecają lekarze. Te ich zalecenia 200-400 IU są zresztą dość dziwne, nie dość, że ciało ludzkie produkuje w ciągu 15 minut opalania się nawet 20 000 IU witaminy D3, nie dość, że identyczną dawkę zalecają ważącemu 5 kg niemowlakowi i ważącemu 100 kg mężczyźnie, to na dodatek nawet jedno badanie kliniczne nie wykazało skuteczności "ich" dawek. Ba, wielokrotnie badania wykazały, że dawki zalecane przez lekarzy są zbyt niskie. Skąd więc wzięli takie liczby? Ciężko powiedzieć.

Przy jej uzupełnianiu trzeba liczyć się w zasadzie z jednym skutkiem ubocznym - niedoborem magnezu. Ten pierwiastek jest niezbędny do jej metabolizowania i jeśli mamy jej niedobór który uzupełniamy, magnez w organizmie może dość szybko się skończyć. Objawami będą zatwardzenia, nerwowość, bóle głowy czy "skakanie mięśni". Powinno się wtedy równolegle stosować około 300 mg magnezu dziennie. Jest rozpuszczalna w tłuszczach i powinno się ją brać razem z takimi właśnie potrawami, suplement powinien być zawiesiną - formy w proszku dużo słabiej się przyswajają. Uwaga przy chłoniakach - mogą one spowodować drastycznie duży wzrost witaminy D3 w organizmie i suplementacja wtedy będzie nie tylko niepotrzebna, ale wręcz może doprowadzić do bardzo ciężkiego zatrucia!

Drugą niezwykle ważną witaminą jest K2. Tajemnicza substancja, która dopiero niedawno skupiła na sobie spojrzenia świata nauki - niestety niewiele spojrzeń, gdyż nie można jej opatentować, a co za tym idzie zarabiać na niej. Niemniej wstępne badania są bardzo obiecujące - kilkukrotnie zmniejszyła ilość złamań kości u osób które ją stosowały, w stosunku do grupy która brała placebo. To naprawdę kosmiczny wynik, kilkanaście procent jest uznawane za niebywały sukces, tutaj było to kilkaset.

Ostatnio pewien znachor wprowadził na rynek witaminę K2 w formie MK7 i wmawia każdemu, że tylko ta działa, bo ta druga, MK4, to na pewno nie. Jest to - delikatnie pisząc - nadużycie. Forma MK4 jest o wiele lepiej przebadana i ma o wiele więcej "twardych dowodów", w zasadzie ciężko znaleźć jakiekolwiek badanie, w którym działała MK7. Wszystko opiera się na badaniach prowadzonych na szczurach, u których faktycznie ona działa, ale szczury całkowicie inaczej metabolizują ją w organizmie! Można nawet zaryzykować twierdzenie, że MK4 u ludzi działa tak, jak MK7 u szczurów. Prawdą jest, że MK7 krąży we krwi znacznie dłużej niż MK4, ale czy to oznacza że "będzie dłużej działać", czy może raczej "komórki nie są w stanie jej wykorzystać i krąży bezużytecznie"? Sugerowałbym stosowanie obydwu tych form, ze szczególnym naciskiem na MK4, jako że to właśnie ona miała wykazane jakiekolwiek badanie przeciwnowtworowe czy wzmacniające kości ludzi (MK7 za to ładnie wzmacniała kości u szczurów...).

Niestety, po upływie paru lat i po ukazaniu się nowych badań, muszę witaminie K2 wystawić dość słabą ocenę. Jak się okazuje, nie zapobiega ona rakowi wątroby - w pierwszej próbie klinicznej efekty były co prawda bardzo dobre, wręcz niewiarygodne, dlatego zrobiono cztery kolejne, tym razem na znacznie większej ilości pacjentów by wykluczyć czynnik losowy - niestety, okazało się, że praktycznie w ogóle nie ma ona wpływu na ryzyko zachorowania. Link do badania:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3574058/

Są jeszcze badania, w których jej konsumpcja w diecie znacznie obniżała ryzyko raka - niestety, mają jedną potężną wadę, jej główne źródło w pożywieniu to drogie gatunki serów - tych samych, które zawierają o wiele większe dawki sprzężonego kwasu linolowego, bardzo mocno chroniącego przed nowotworami. Wszystkie badania analizujące dietę musiały więc wykazać działanie przeciwnowotworowe witaminy K2, nawet jesli ona w ogóle nie działa - bo po prostu występuje ona w pożywieniu razem z inną substancją mającą takie działanie.

Dla ciekawskich, porównanie form MK1 (czyli tej zwykłej), MK4 i MK7 - http://naturalneleczenie.com.pl/2016/08/02/witamina-k2-forma-mk7-vs-forma-mk4/, w skrócie - MK4 wygrywa, MK7 działała bardzo słabo, MK1 działała podobnie jak MK7.

Wygląda na to, że z witaminą K2 była trochę burza w szklance wody - jedno bezsensowne badanie na szczurach (co prawda rozpuściła w nim zwapnienia, ale to był specyficzny rodzaj zwapnień wywołany... niedoborem witaminy K, pisanie w związku z nim że zapobiega ona miażdżycy to jak pisanie, że chemioterapia zapobiega nowotworom), jedno wstępne badanie nad rakiem wątroby, które okazało się po prostu błędem statystycznym wynikającym ze zbyt małej ilości badanych pacjentów, a także jedno małe badanie nad stanem kości, którego również nie potwierdziły kolejne próby kliniczne. Innymi słowy - jasne, powinno się ją brać, bo nie wiemy wszystkiego o niej do końca, a dużo wskazuje na to, że może pomóc - ale trzeba mieć świadomość, że doniesienia o niej, rozpowszechniane przez sprzedawców i blogerów, są bardzo mocno rozdmuchane.

Witamina C jest jak najbardziej wskazana, ale nie w takich horrendalnych dawkach jakie niekiedy są opisywanie w internecie. Niewiele większa ich skuteczność absolutnie nie usprawiedliwia wysiłku który trzeba włożyć w ich przygotowanie. Podobnie witamina E - ale ją powinno się suplementować tylko i wyłącznie w postaci miksu tokoferoli.

Bardzo interesująco wygląda substancja zwana jako witamina B15, czyli sole kwasu pangamowego (najczęściej pangamanian wapnia). Próby kliniczne na zbliżonej substancji wykazały bardzo silny wzrost naturalnej odporności. Uwzględniając niewielką cenę B15, spokojnie można zaryzykować. To samo dotyczy jej dalszych form - dimetyloglicyny i trimetyloglicyny (betainy, nie mylić z betainą HCL). Nie jest to co prawda "prawdziwa" witamina, ale jako że popularnie występuję pod taką nazwą, zamieszczę ją tutaj. Przypominam, że druga "fałszywa" witamina - B17, czyli amigdalina, NIE działa.

Ciekawa sprawa z tym kwasem pangamowym, wydawałoby się, że substancja kiedyś uznawana za witaminę powinna być dobrze przebadana. Jakieś próby kliniczne, nawet nie na ludziach, ale na zwierzętach. Tymczasem w bazach danych jest kompletna pustka. Nic, zero - jakieś jedno badanie sprzed kilkudziesięciu lat, gdzie sprawdzano czy ktoś po niej szybciej pobiegnie, kilkanaście artykułów z lat osiemdziesiątych. Ogłoszono, że to na pewno nie działa, zabroniono sprzedaży, wygląda to trochę tak, jakby zabroniono też przeprowadzania prób klinicznych. Dlatego też nie przytoczę żadnych badań. Za to obiecana próba kliniczna z udziałem zbliżonej substancji, DMG, której podanie sprawiło, że po podaniu szczepionki organizm wytwarzał nawet cztery razy (!) więcej przeciwciał:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/6163829

Nie, DMG i B15 to nie jest to samo, chociaż bywa jako takie sprzedawane. DMG było określane jako witamina B16. Ciężko powiedzieć, czy którakolwiek z tych substancji będzie miała znaczenie w terapii antynowotworowej, a jeśli już - to która. Brałem kiedyś B15, podobnie jak znajomi, z pewnością miała ona wyraźny wpływ na organizm - u mnie i u jednej znajomej wywołała silne stany lękowe.