Terapia dr Budwig


Terapia dr Budwig cieszy się zasłużoną sławą. W internecie są dosłownie tysiące opisów "cudownych" uzdrowień po zastosowaniu tej metody. Z perspektywy wielu lat zajmowania się medycyną niekoniecznie alternatywną, analizy dostępnych badań i obserwacji skutków tej metody u chorych muszę przyznać, że doniesienia wcale nie są przesadzone. To działa, po prostu.

Należy podkreślić, że to NIE jest tylko olej lniany. To cała złożona terapia składająca się z wielu połączonych elementów, z których każdy oddzielnie ma wykazane działanie przeciwnowotworowe. Oprócz omega 3, integralnym elementem jest dieta w zasadzie identyczna z dietą dra Ornisha, opalanie się w celu podniesienia poziomu witaminy D3 i aktywacji szeregu innych pozytywnych reakcji w organizmie, a także medytacja w celu obniżenia poziomu stresu. Wszystko to jest w jakimś stopniu przebadane i ma wykazane działanie przeciwnowotworowe. Nie powinno więc dziwić, że jednoczesne zastosowanie czterech silnych środków da w sumie coś bardzo skutecznego.

Dieta, witamina D3 oraz relaksacja są omówione w innych miejscach, tutaj skupię się na oleju lnianym, czyli kwasach omega 3, które są jego głównym składnikiem, a także lignanach, obecnych w większej ilości w mielonym siemieniu. Nie ma chyba obecnie innej naturalnej substancji, która ma wykazane tak silne działanie zwalczające raka. W bazie PubMed są dziesiątki, jeśli nie setki opisanych prób w których różnego rodzaju komórki rakowe obumierały bądź nie rozmnażały się jeśli wyrównało się poziom tych kwasów tłuszczowych.

Dlaczego omegi są tak ważne? Odpowiedź jest banalnie prosta. Mamy ich niedobór. Praktycznie wszyscy. W organizmie człowieka omega 3 konkuruje z omega 6 - tych drugich jemy o wiele za dużo - za co odpowiada stosowanie tańszego oleju słonecznikowego (także w produktach gotowych typu mrożone frytki), zwiększenie spożycia produktów naturalnie bogatych w omegi oraz zwiększenie spożycia mięsa i nabiału - z reguły od zwierząt karmionych pokarmami z wyższą zawartością omega 6, co przekłada się na ich większą ilość w mięsie. Kwasy te wchodzą w skład błony każdej jednej komórki w naszym organizmie, jeśli przez długi czas jest nadmiar jednych z nich - każda komórka ulega stopniowej degeneracji. Dlatego właśnie terapia dr Budwig jest skuteczna przy tak zaskakująco dużej ilości schorzeń.

Przepisy na "pastę dr Budwig", czyli mieszankę oleju lnianego z twarogiem można wygooglać, na youtube są nawet filmy instruktażowe, nie ma sensu żebym się tutaj o niej rozpisywał. Pytanie, czy stosować tylko pastę, czy może zastąpić ją piciem kilku łyżek oleju dziennie? A może mielonym siemieniem lnianym, uprzednio lekko uprażonym (omegi są wbrew plotkom bardzo odporne na temperaturę, dopóki nie mają dostępu do tlenu)? Może jednak skorzystać z kapsułek z rybim omega 3 dostępnych w aptece? Według dr Budwig terapię zaczyna się od dużej ilości mielonego siemienia, potem codziennie stosując pastę. Czy jednak miała ona całkowitą rację? Tego nie dowiemy się pewnie nigdy, jako że nikomu nie spieszy się z badaniami. Wiadomo jedynie, że na niektóre rodzaje nowotworów nie działa omega 3 w formie oleju lnianego i apteczne omega 3 wydają się dużo lepszym rozwiązaniem - ideałem byłoby zapewne połączenie jednego z drugim.

Na pewno łyżeczka oleju dziennie nie odniesie żadnej skuteczności, bo jest to po prostu ilość nie mająca większego znaczenia dla organizmu. To tak jakby gasić pragnienie łyżeczką wody. Minimum to kilka łyżek w ciągu dnia - najlepiej nie w jednej porcji, gdyż może to doprowadzić do rozwolnienia. Wbrew powszechnej opinii, olej lniany jest dość trwały i długo może stać nawet w szafce, niekoniecznie w lodówce. W przypadku stosowania omega 3 z apteki celuje się w około 2000 mg EPA dziennie. W przypadku prażenia siemienia lnianego przed zmieleniem w młynku do kawy, nie powinno się doprowadzić do przypalenia - ale lekkie zarumienienie i zmiana smaku są jak najbardziej wskazane. Omega 3 wewnątrz nasion nie utleniają się dopóki temperatura nie przekroczy kilkuset stopni. Podstawowym kryterium wyboru metody powinna być łatwość stosowania - jeśli od oleju lnianego mamy odruch wymiotny, lepiej brać siemię. Jeśli robienie pasty jest dla nas bardzo kłopotliwe, spokojnie z tego rezygnujemy - nie raz i nie dwa razy widziałem ludzi którzy rezygnowali ze wszystkich metod alternatywnych, bo jedna z nich wymagała od nich zbyt wiele wysiłku. Jeśli mamy po tym rozwolnienia, lepiej skupić się na kapsułkach. Dobrym sposobem na poprawę smaku oleju jest maczanie w nim chleba i jedzenie z dokładnym żuciem - zwiększa to przyswajalność omega 3. Uwaga: nasiona lnu zalewane gorącą wodą nie mają żadnej wartości z punktu widzenia tej terapii - omega 3 nie jest w ten sposób przyswajalne!

Kilka wybranych badań, pokazujących siłę siemienia i oleju lnianego, niekoniecznie w terapii antynowotworowej, jego efekty w innych schorzeniach pokazują, jak duże mamy niedobory:

Zmniejszenie nadciśnienia o aż 15 punktów dzięki siemieniu lnianemu: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24126178

Znaczne spowolnienie rozwoju raka prostaty u mężczyzn, którzy jedli siemię lniane: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2703189/

Siemię lniane znacznie spowolniło wzrost eksperymentalnego raka piersi u myszy: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12588699

Olej lniany znacznie spowalniał rozwój czerniaka i raka płuc u myszy: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26854452

Nawet trzykrotnie wolniejszy rozwój czerniaka u myszy, które jadły siemię lniane: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/9500208

I wiele, wiele innych...

Na koniec warto podkreslić, że oryginalna terapia ma zapewne wiele zupełnie niepotrzebnych elementów. Nie ma sensu czytać o tym, co konkretnie dr Budwig zalecała, jak dokładnie ma wyglądać dieta, co jeszcze robić. Terapia była przez nią układana na ślepo i siłą rzeczy musi się w niej roić od błędów. Sugerowałbym skupienie się na tym, co jest przebadane i proste w zastosowaniu, ignorując całą resztę - czyli wystarczy brać siemię lnianę i/lub pić olej lniany, suplementować witaminę D3, stosować proste ćwiczenia relaksacyjne oraz dietę dra Ornisha.